Maturalny weltschmerz, czyli "Fluff" Natalii Osińskiej



Niewiele czytam literatury dla młodzieży i młodych dorosłych, ale na tle tego, co wpadło mi w ręce w ciągu ostatnich lat, książki Natalii Osińskiej błyszczą jak diamenty. Seria, która wyrosła na polemice z konserwatywną wizją świata prezentowaną przez Małgorzatę Musierowicz, zyskała własny głos i powędrowała w naprawdę ciekawe rejony.

Trochę spoilerów.

Tym razem główną bohaterką jest Matylda, szkolna koleżanka bohaterów poprzednich tomów, czyli Tośka (teraz już Daniela) i Leona. Córka rozwiedzionej pary, maturzystka, twórczyni fanartów, która wciąż poszukuje swojego miejsca - w szkole, wśród rówieśników, w rodzinie i w sieci - w social media i różnego rodzaju fandomach. Przekonana, że jest idealnie przeciętna i czasami trochę zazdrosna o swoich barwnych kolegów i koleżanki z ciekawszymi zainteresowaniami niż jej. To taka bohaterka, z którą bardzo łatwo jest się utożsamić, bo kto z nas nie spędził młodości na nieustannym porównywaniu się z innymi, niech pierwszy rzuci kamień.

Tym, za co najbardziej cenię powieści Osińskiej, jest przede wszystkim ich nieoczywistość. Jeśli spodziewamy się jakiegoś schematu, Osińska z wdziękiem go przełamuje. Poruszając się w tematyce LGBT, Autorka unika szufladkowania swoich bohaterów, pokazywania palcem ich orientacji czy w ogóle robienia z niej głównego problemu powieści. Przywykło się bowiem, by o bohaterach LGBT pisać w kontekście opresji, które spotykają ich ze strony społeczeństwa - dlatego nietypowy coming out Tośka w "Fanfiku" to było coś na tle literatury młodzieżowej nowego i świeżego. Podobnie zresztą jest we "Fluffie", który niby jest o homoseksualnej miłości, a tak naprawdę jest o pierwszej miłości w ogóle - a tak naprawdę to wcale nie jest o miłości. Bo nikt tak naprawdę nie wie, czym jest miłość - za to każdy wie, czym jest matura...

We "Fluffie" sygnałów, że na bohaterów mogą czyhać niebezpieczeństwa, jest nieco więcej niż w poprzednich tomach - głównie w rozdziałach pisanych z perspektywy rodziców, którzy zdają sobie sprawę, że ich pociechy już wkrótce wylecą z gniazd i nie będą już mogli chronić ich przed światem. I to właśnie opuszczanie bezpiecznej strefy, przekraczanie granic - w różnych aspektach - jest głównym tematem "Fluffu". Po pierwsze, bohaterowie zdają maturę - z perspektywy trzydziestolatków egzamin jak egzamin, z perspektywy rówieśników Tośka, Leona i Matyldy - rzeź, masakra i Armageddon w jednym, przekroczenie magicznej granicy. Swoją drogą, cały ten opis matury, chociaż nieco różny od moich doświadczeń (nie wrzucałam swoich przeżyć i memów na Instagrama, bo nie było jeszcze nawet Facebooka), przypomniał mi z pełną siłą mój własny maturalny weltschmerz sprzed (łomatko...) piętnastu lat. Po drugie, mamy ślub Sandry, siostry Leona, a więc kolejny magiczny próg na drodze ku dorosłości. Ale są też inne, mniej widoczne granice, które bohaterowie przekraczają. Tosiek/Daniel w końcu decyduje, że chce być facetem. A Matylda się zakochuje. W dziewczynie.

Wika, wybranka Matyldy, jest cosplayerką, a tak jak w poprzedniej części "Czarny Protest", tak w tej wydarzeniem w tle, wokół którego przez większość czasu toczy się akcja, jest Pyrkon. Autorka tym razem opisuje środowiska fanowsko-fantastyczne z perspektywy Matyldy - dziewczyny, która patrzy na nie trochę z dystansu. Bo chociaż porusza się w nich dość sprawnie, to niekoniecznie musi wiedzieć o nich wszystko. I chwała jej za to, bo fakt, że jakiś bohater książki czy filmu jest obeznany w popkulturze, często znaczy, że jest przynajmniej jakimś Sheldonem Cooperem, który obudzony w środku nocy wyliczy stopnie oficerskie wszystkich bohaterów "Star Treka", bywa na wszystkich konwentach i przeczytał wszystkie komiksy Marvela, zanim było to modne. Tymczasem tak jak w poprzednich książkach fakt, że ktoś należy do kółka historycznego nie oznacza, że nie może zbierać na WOŚP, tak tutaj fakt, że wie się o czym jest "Yuri on Ice" nie oznacza, że widziało się "Strażników Galaktyki". I niby jest to rzecz oczywista, ale niekoniecznie dla wszystkich.

Problemem, na jaki trafia Matylda, nie jest jednak wcale niechęć ze strony społeczeństwa, ale - tak jak w przypadku Leona i Tośka - różnice charakterów. I coś jeszcze. Wika ma bliżej nieokreślone zaburzenia psychiczne (Autorka swoim zwyczajem nie nazywa wprost, czy chodzi o zespół Aspergera czy o chorobę dwubiegunową, czy o coś jeszcze innego), przez co ich związek - czy raczej relacja - to prawdziwy rollercoaster. Wika to również osoba, która swoją bezpieczną strefę opuszcza tylko i wyłącznie w masce (i to dosłownie, w końcu jest cosplayerką), podczas gdy Matylda chciałaby dotrzeć do prawdziwej Wiki. Czy taki związek ma szansę na przetrwanie?

Poprzednie książki, przez fakt osadzenia w Poznaniu, wśród nastolatków i tematykę pierwszych miłości i szkolnych problemów były w oczywisty sposób porównywane z "Jeżycjadą" Małgorzaty Musierowicz. Również we "Fluffie" można doszukać się pewnych analogii. Z jednej strony relacja Matyldy i Wiki przypomina trochę relację Ceśki i Danki z "Szóstej Klepki", czyli ambitnej i trochę stłamszonej przez rodziców uczennicy i tej drugiej, która swoim niedopasowaniem usprawiedliwia swoje lenistwo i wszelkie problemy, na jakie napotyka w życiu, a do tego niczym wampir pochłania energię przyjaciółki. Podobnie jak Ceśka Dankę, Matylda początkowo idealizuje Wikę, która jest tak bardzo różna od niej i ma tak bardzo ciekawą osobowość... Po czym okazuje się, że jednak nie jest tak różowo, a zalety nie przysłaniają jednak paru wad. Mamy też ukochany przez panią MM motyw z ostatnich książek, czyli ślub i wesele - który jednak, jak się domyślamy, we "Fluffie" nie będzie najpiękniejszą chwilą w życiu bohaterki.

Powieść ma swoje wady - jak na "Fluff" przystało, jest słodko i momentami miałam tym razem wrażenie, że trochę jednak za słodko, bo jednak miłość nastolatków to nie tylko trzymanie się za ręce i skryte pocałunki. Z drugiej strony - można to usprawiedliwić konwencją. Trochę też za bardzo stereotypowo traktuje Autorka rodziców Leona - liczyłam, że wesele potoczy się jednak nieco inaczej, tym bardziej że we wcześniejszych powieściach mieliśmy ciekawe przełamania i zaskoczenia przy wątkach postaci takich jak Sandra, ojciec Tośka czy ciotka Idalia. Ale głównym moim zarzutem do powieści jest jednak to, że jest... taka krótka. Urywa się w momencie, gdy naprawdę chciałabym wiedzieć co dalej. Tymczasem znowu trzeba czekać na kolejny tom...


Komentarze

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Copyright © Bajkonurek