Nie przepraszam, że jestem kobietą, czyli serial zwany życiem


Mam na koncie wiele wątpliwej jakości odcinków paradokumentów. Zazwyczaj postaci w nich były rysowane grubą kreską - no wiecie, toksyczni mężowie, rozwiązłe studentki, podli szefowie, skorumpowani radni z małych miejscowości. Śmialiśmy się w gronie znajomych, gdy przedstawiciele stacji telewizyjnych mówili, że „te scenariusze napisało życie”. I tak pisaliśmy pod pseudonimami, więc pies ich tam drapał.   

Przyznam jednak, że życie pisze nam teraz paradokument jakości tak chujowej, że żadna stacja telewizyjna takiego scenariusza by nie przyjęła. Oczywiście, jest konflikt, jest dramat, są wyraziste postaci i dramatyczne setki do kamery, ale wiecie - banda facetów skazująca kobiety na tortury? W cywilizowanym kraju? I jeszcze no wiecie, tyle przekleństw, które trzeba wypikać? I tak dużo statystek i statystów maszerujących ulicami, przecież nie ma na to budżetu.   

No i jeszcze taki kontrowersyjny temat - aborcja. Hmmm, no wiecie, w prime timie aborcji nie pokazujemy. Nawet o niej nie wspominamy. Jak już, to raczej w kontekście negatywnym albo dajemy jako „ukrytą prawdę” na koniec odcinka. Najlepiej, jakby bohaterka na koniec zrozumiała swój błąd. W przeciwnym przypadku reklamodawcy mogą się przecież wystraszyć. A, i jeszcze gdyby tak można było nie mieszać w to wszystko Kościoła?  

Tylko że teraz to nie jest serial, chociaż temat leci na okrągło we wszystkich stacjach telewizyjnych. Chociaż możemy o tym, co się dzieje, przeczytać na blogach popkulturalnych. Książkowych, lifestylowych, ba, nawet kulinarnych. Dziwne, prawda? Dlaczego ludzie, którzy zazwyczaj recenzują seriale Netfliksa i powieści Mroza nagle uznali za słuszne, by wypowiedzieć się na temat polityki i wyroku Trybunału Konstytucyjnego? To takie niesmaczne i niepoważne, nie na miejscu. Jakie oni mają do tego kompetencje? Na pewno służy im to do wylansowania się. Polityką niech się zajmą politycy.  

Tylko że tym razem politycy chcą wchodzić nam już nie tylko do domów i do łóżek, ale nawet do naszych macic. Bohatersko - ach, jakże bohatersko - godząc się na cierpienie innych w imię czegoś, co nazywają „ochroną życia”. Ksiądz Tischner napisał, że nie zna nikogo, kto straciłby wiarę po czytaniu Marksa i Engelsa, zna za to takich, którzy stracili ją po rozmowie z własnym proboszczem. Coś w tym jest, bo coraz trudniej jest mi się deklarować jako katoliczka, gdy słyszę, co wyprawia episkopat. Sorry, ale macicy Kaczyńskim i Jędraszewskim tego świata nie oddam. Nie zamierzam przepraszać za to, że jestem kobietą. Nie zamierzam przepraszać za posiadanie swojego zdania. 

Są takie momenty, kiedy rzeczywistości nie da się przypudrować jak w serialu. Są takie momenty, kiedy wkurwienie jest po prostu wkurwieniem. O pewnych sprawach trzeba mówić głośno i językiem adekwatnym. Np. #wypierdalać. 

Komentarze

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Copyright © Bajkonurek