Silne postaci kobiece i jak je znaleźć (w serialach)



Jako że w pracy zajmuję się głównie a) czytaniem scenariuszy, b) rozwijaniem scenariuszy, to nie zdradzając szczegółów, mogę powiedzieć jedno - już wkrótce na ekranach polskich kin i w serialach zaroi się od tak zwanych "silnych postaci kobiecych". Tak, polscy producenci uświadomili sobie wreszcie z lekkim opóźnieniem to, co ich europejscy i amerykańscy koledzy, czyli że kobieta na pierwszym planie nie musi być bohaterką tylko i wyłącznie telenoweli i że produkcja z kobietą w roli głównej niekoniecznie przyniesie straty. Co zresztą widać już nawet po filmach i serialach Patryka Vegi ;) Problem w tym, że nikt tak właściwie nie wie do końca, co kryje się pod pojęciem "silna postać kobieca", co powoduje, że ze stereotypu "damy w opałach" wpadamy w całą masę kolejnych.

Clarice Starling, agentka Scully, Czarna Wdowa czy bohaterki "Gwiezdnych Wojen", od księżniczki Lei po Rey i Jyn Erso - chyba nikt nie zaprzeczy, że to silne kobiety. Dla producenta serialu, zwłaszcza kryminalnego, wystarczające jest, gdy dostanie kolejną reinkarnację tego typu postaci, czyli kobiety wykonującej "typowo męskie" zajęcie - policjantki, złodziejki, detektywa, tajnej agentki czy superbohaterki. Pobiega taka po ekranie, skopie tyłki paru mięśniakom, znajdzie groźnego psychopatę-sadystę, na koniec zakocha się w partnerze. No i git. Producent zadowolony, widzowie walą drzwiami i oknami, serwisy streamingowe liczą zera na koncie, a i feministki nie powinny się gniewać, bo w końcu mają czego chciały, czyli babę w spodniach, no nie? A jednak coś jest nie tak...

Jakby się uważniej przyjrzeć, w większości przypadków problem tkwi niekoniecznie w samej postaci - te wszystkie policjantki z seriali kryminalnych są zazwyczaj napisane bardzo dobrze i dobrze się je ogląda na ekranie. Jak dla mnie - i mówię to zarówno jako widz, jak i jako scenarzystka, bo sama się na tym łapię - problem tkwi w świecie, do którego te postaci wrzucamy. Zazwyczaj "silne" bohaterki są zarazem... jedynymi istotnymi kobietami w swoich filmach czy serialach. Często nawet nie ma gdzie przeprowadzić słynnego Testu Bechdel - scenarzysta (lub scenarzystka - ich ta kwestia dotyczy w równym stopniu) jest tak dumny ze swojej super-hiper-ultrazniuansowanej postaci, że zapomina, że kobiety wcale nie stanowią 1/100 społeczeństwa i że warto by je pokazać nie tylko w interakcjach z facetami, lecz także z innymi kobietami. Być może to kwestia obawy, że gdyby dorzucić im siostrę, partnerkę, szefową - w każdym razie kogoś równorzędnego, albo przynajmniej kogoś, z kim mogłyby pogadać - przestałyby być takie wyjątkowe. Oczywiście nieco inaczej wygląda sytuacja, gdy cały hak serialu czy filmu opiera się na "kobiecie w męskim świecie", od "Dr Quinn" po "Agentkę Carter".

Światy, gdzie kobiety odgrywają istotną rolę, nawet jeśli wokół panuje patriarchat, łatwiej wskazać w serialach - to właśnie tam jest po prostu więcej miejsca na niuanse, interesujące relacje, nietypowe backstory itd. Jeśli szukam jakiejś ściągi, jak pisać postaci kobiece, które nie będą nudne i płaskie, a ich życie nie będzie obracać się tylko i wyłącznie wokół szukania mężczyzny / aresztowania mężczyzny / udowadniania jakiemuś mężczyźnie, że jest równie ważna jak on, to zazwyczaj przychodzi mi na myśl któryś z następujących seriali:

1) Gra o Tron, czyli kobiety bez serca

O ile do samej "Pieśni Lodu i Ognia" mam wiele skarg i zażaleń, to uważam bohaterki George'a R.R. Martina za zdecydowanie najsilniejszy element całej sagi. A dzięki serialowi takie postaci jak Katelyn, Arya i Sansa Stark, Brienne z Tarthu, Olenna Tyrell czy Cersei Lannister przeniknęły do powszechnej świadomości. Jeśli spojrzeć na każdą z tych postaci, to każda jest inna - mamy i bezwzględną asasynkę, i rycerza, i królowe, i księżniczki, a w każdej z nich kłębi się cała masa cech i emocji, które razem wzięte tworzą absolutnie realne postaci w nierealnym świecie fantasy. Nieoczekiwanie w pewnym momencie na moją ulubioną bohaterkę wyrosła Sansa, o której raczej nie myślimy w kontekście "Silnej Postaci Kobiecej" - a jednak moim zdaniem to jedna z najciekawszych, najbardziej zniuansowanych kobiet w serialach. Mogłabym o tym długo, ale na szczęście bardzo mądrze i konkretnie napisała o tym Autorka bloga "Gryzipiór". Podobnie zresztą jest z Katelyn Stark i Cersei Lannister, które pokazują, że serialowe matki, dla których macierzyństwo jest nadrzędną wartością (chociaż można się z tym kłócić) nie muszą być nudne.



2)  Once Upon a Time, czyli silne księżniczki

Co prawda od serialu odpadłam pod koniec piątego sezonu, ale nadal będę upierać się przy twierdzeniu, że familijno-disneyowski serial Foxa już kilka lat temu miał jedne z najlepiej napisanych postaci kobiecych w telewizji. Przede wszystkim - zdekonstruował księżniczki Disneya zanim zaczęło to być modne i pokazał, ile odcieni szarości może kryć się w każdej z nich oraz co takiego dzieje się po słowach "i żyli długo i szczęśliwie". Chociaż w serialu opartym na klasycznych baśniach, w dodatku przefiltrowanych przez Disneya, moglibyśmy spodziewać się przede wszystkim tradycyjnych "dam w opałach", nic z tych rzeczy. Nie jest też tak, że każda z nich jest Larą Croft kopiącą męskie tyłki. Śnieżka z jednej strony dowodzi banitami i strzela z łuku, a z drugiej - jest kochającą żoną i matką, i jedno nie wyklucza drugiego.



3) Sense 8, czyli siła różnorodności

Jeśli miałabym wybrać jeden serial, który najlepiej pokazuje kwestie różnorodności i reprezentacji, to bez dwóch zdań byłby to właśnie ten. Tutaj znowu mamy całą galerię bardzo różnych postaci kobiecych, które wchodzą ze sobą w interakcje... tyle że nieco inaczej niż w wyżej wymienionych serialach, bo... dosłownie. Bohaterowie "Sense 8" są zdolni współdzielić swoje emocje i uczucia. Każda z głównych bohaterek jest tu inna - mają inne kolory skóry, orientacje seksualne, inną przeszłość, cele i pragnienia. Do tego dochodzą różnice kulturowe, bo każda z postaci pochodzi z innego kraju. A jednak każda z nich pokazana jest w działaniu, a koniec końców wszyscy bohaterowie potrafią się zjednoczyć. Dzięki temu, że w serialu mamy również męskich empatów, dostajemy jedną z najpiękniejszych serialowych scen ever, czyli tę, w której Lito (Miguel Silvestre) łączy się z uczuciami bohaterki, która akurat ma okres... ;)



4) Brooklyn 99 / Good Place, czyli dziewczyny mogą też być zabawne

Żeby nie było tak dramatycznie, to coś komediowego, a na tworzeniu zabawnych postaci kobiecych scenarzyści łatwo mogą się wykoleić, co widać chociażby po bohaterkach "Teorii wielkiego podrywu". Ze skrajności w skrajność - przy tworzeniu "silnych postaci kobiecych" często zapominamy, że siła postaci płynie również z jej słabości i boimy się, że jeśli dodamy pierwszoplanowym bohaterkom jakieś wady, to widzowie ich nie polubią. Nic bardziej mylnego. Zarówno Eleanor z "The Good Place", serialu, o którym niedawno pisałam, jak i policjantki z "Brooklyn 9-9" to nie są postaci krystalicznie idealne - wręcz przeciwnie, bywają wredne, pyskate i mściwe. A jednak napisane jest to w ten sposób, że nie sposób się z nimi nie zaprzyjaźnić, no i traktowane są przez kolegów jako równorzędne partnerki, co bywa zmorą seriali.



5) Orange is The New Black, czyli kryminalistki z duszą

Powiem tak szczerze i od serca - chociaż deklaruję się jako feministka, to gdyby ktoś oceniał mnie po filmach, których nie lubię, wyszłabym na pryszczatego incela. Jest bowiem wśród nich całkiem sporo takich spod znaku "all-female cast", w tym "Druhny" Paula Feiga (nawiasem mówiąc - nominowane do Oscara za scenariusz, nie wiem, naprawdę nie wiem, gdzie Akademia miała oczy) i "Kobiety" Diane English, jeden z nielicznych filmów na których usnęłam, zaraz obok teoretycznie feministycznej "Córki Mozarta". Dlatego przez długi czas omijałam szerokim łukiem takie filmy jak nowe "Ghostbusters" i "Ocean's 8", tudzież wszystkie damskie wersje "Kac Vegas" (po obejrzeniu przekonałam się, że omijałam je słusznie). Rykoszetem oberwał też serial "Orange is the New Black" - tym razem niesłusznie. Przygody mieszkanek żeńskiego więzienia w Litchfield okazały się moim ulubionym serialem zeszłego roku. Bohaterki to przekrój przez wszystkie grupy społeczne w USA, wszystkie kolory skóry i wszelkie problemy trawiące nie tylko amerykańskie społeczeństwo. A dzięki temu, że każda z nich, jakby nie było, to kryminalistka, siłą rzeczy unikamy wspomnianego wyżej problemu krystalicznie czystych postaci. Zaś relacje między nimi - miłość, nienawiść, przyjaźń, (nie)tolerancja, to nieskończony generator niezbędnych w serialu konfliktów. Jakby zaś tego było mało, to jeden z nielicznych seriali, gdzie istotną rolę odgrywają też bohaterki 50+, dla których zazwyczaj zarezerwowane są role matek, babć i wrednych szefowych.


*Bonus -  Umbrella Academy, czyli siła sióstr

I na koniec moje najnowsze odkrycie. Tutaj co prawda postaci kobiecych nie ma zbyt wiele, ale są bardzo znaczące. Przede wszystkim przez fakt, że bardziej niż na zbliżającej się apokalipsie (serio, w kwestii ratowania świata przed apokalipsą bohaterowie muszą się jeszcze wiele nauczyć) skupia się na relacjach rodzinnych - przede wszystkim między siostrami. A jakby tak się przyjrzeć, to dla wielu scenarzystów siostrzane relacje w filmach, serialach czy książkach po prostu nie istnieją - spróbujcie wymienić dziesięć filmów, które taką relację pokazywały, żeby było trudniej, nie może być na niej "Krainy Lodu" ;) Relacja Allison i Vanyi to cały wachlarz emocji, od zazdrości i nienawiści, poprzez przyjaźń, aż do miłości (a może odwrotnie), zupełnie jak to między siostrami bywa. Jeśli mowa o relacjach z braćmi, robi się jeszcze ciekawiej. Cóż, pewnie gdybyśmy z moją siostrą były obdarzone supermocami, wyglądałoby to podobnie ;) Jest też w serialu bardzo niestereotypowy wątek miłosny sympatycznej pani z cukierni i tajnego agenta, o którego jest zazdrosna jego partnerka - nie chcę zdradzać więcej...



Jeszcze raz chciałabym powtórzyć - nic nie da stworzenie perfekcyjnej, potrójnie zniuansowanej kobiecej bohaterki, jeśli będzie jedyną istotną kobietą w serialu. Oczywiście fajnie jest, gdy tworzymy silne postaci, z którymi małe i nieco starsze dziewczynki będą się identyfikować, ale jeszcze fajniej - gdy w świecie wokół nich pojawia się takich postaci więcej. Nie chodzi o procentowe wyliczanie, ile kto ma czasu ekranowego, bo zaczniemy wchodzić w matematyczno-ideologiczne dywagacje, ale o zrozumienie, że świat kobiet to nie tylko faceci, ale też inne kobiety - matki, siostry, kochanki, córki, przyjaciółki, koleżanki z pracy i ze szkoły, partnerki i szefowe. 

Komentarze

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

Copyright © Bajkonurek